sobota, 5 stycznia 2013
opowiadanie1.
Stałam, opierając się o ścianę, i wpatrywałam się w swoje buty, starając się nie zwracać na siebie niczyjej uwagi. Obok mnie przechodzili różni ludzie, którzy zmierzali różnymi ścieżkami do różnych celów. A ja stałam i czekałam, aż drzwi na końcu korytarza otworzą się z lekkim piskiem, wychyli się z nich pani reżyser i wyczyta moje nazwisko.
Nie byłam jedyną nieśmiałą osobą w tamtym pomieszczeniu. Większość obecnych "młodych artystów" była otwarta i pewna siebie - uśmiechała się, rozmawiała ze sobą, żartowała, ale mimo tego znalazło się tu miejsce dla garstki zamkniętych w sobie osób, które dopiero na scenie czują się naprawdę szczęśliwe. Zaliczałam się do tej grupy. Scena była dla mnie wybawieniem - miejscem spełnionych marzeń i najpiękniejszych wspomnień, miejscem, w którym uwielbiałam przebywać i do którego chciałam wracać, miejscem, w którym czułam się spełniona i szczęśliwa. Scena była moim ziemskim rajem.
Stałam tak i rozmyślałam, gdy nagle zauważyłam, że jedna osoba z grupy "otwartych" odłączyła się od reszty i przygląda mi się z zaciekawieniem. Po chwili jednak zorientowałam się, że ową "ciekawość" wzbudził mój nietypowy gadget, który trzymałam w dłoniach. Był to polaroid - niezbyt często spotykane w dzisiejszych czasach urządzenie. Poczułam nagły przypływ smutku i rozczarowania. Już, już miałam nadzieję, że w tym obojętnym, szarym świecie znalazła się osoba ciekawa świata i ludzi, ale przedwcześnie się ucieszyłam. Odwróciłam wzrok od "ciekawskiego", jakbym wcale nie zauważyła jego zainteresowania i rozglądałam się po sali, zatrzymując na chwilę wzrok na każdej osobj, która wydawała mi się ciekawa, ale nikt nie odwzajemnił mojego spojrzenia.
Czułam się coraz bardziej przygnębiona i samotna. Pocieszałqm się jedynie myślą, że większości obecnych w tej sali osób, których na chwilę obecną w ogóle nie znam i którym jestem całkowicie obojętna, nie będę musiała już nigdy oglądać. Mimo, że z nikim nie zamieniłam nawet słowa, miałam dość towarzystwa "artystów".
Nagle usłyszałam lekki pisk otwieranych na końcu korytarza drzwi. Zauważyłam, jak wychyla się z nich pani reżyser i wyczytuje czyjeś nazwisko. Moje nazwisko. Poprawiłam ciążącą mi na ramieniu torbę i podążyłam w kierunku otwartych drzwi. Czułam na sobie spojrzenia wszystkich obecnych w sali, ale nie odwróciłam się. Weszłam do ciemnego pomiezzczenia i zamknęłam za sobą drzwi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Zaczęłam tak bez żadnego wstępu, więc tutaj to uzupelnię.
OdpowiedzUsuńBlog, na którym aktualnie jesteś, ma być (tak przynajmniej jest plan) zbiorem w żaden sposób nie powiązanych krótkich opowiadań. Opowiadania te są mojego autorstwa (tak gwoli ścisłości). A jeśli po przeczytaniu któregoś z nich w głowie zaświta Ci pomysł na całą historię (w co wątpię, ale niech będzie) - korzystaj śmiało. Możesz potraktować go jako... no nie wiem.... prolog? fragment rozdziału? Możesz (mówiąc kolokwialnie) zrzynać co do słowa. Mam tylko jedną prośbę - poinformniuj mnie o tym. To tak tylko w razie czego, ale żeby nie było niejasności.
Jeśli jeszcze czytasz ten komentarz, to chciałam powiedzieć co nieco o tym opowiadaniu. Zatem jeśli Cię to nie ciekawi - nie czytaj.
Powyższe opowiadanie jest opisem przeżyć wewnętrznych. To znaczy miało nim być. A co wyszło, to już sama nie wiem.
Tak czy owak - wiem, że nic się w nim nie dzieje, ale opis to opis - nigdy nie jest pełen akcji.
Nie wiem jeszcze, jakie będą następne opowiadania - może podobne do tego, może zupelnie inne. Może będą krótkie, a może będą miały kilka odcinków? Nie wiem. Wyjdzie w praniu.
Ahh, zapomniałabym - nie wyrażam zgody na kopiowanie moich prac w innym celu niż założenie osobnego bloga na ich temat. Nie mają być one pracami domowymi z języka polskiego. Bo ja nad nimi, cholera, siedzę, a Ty będziesz mnie plagiatował. Liczę na Waszą uczciwość. Mam nadzieję, że się nie zawiodę
Całuję i do następnego. xx
carpe diem