Miał być to prolog do nowego bloga, ale jakoś mi się odechciało.. mój zapał ostygł... ;/ Więc przerobiłam na krótkie opowiadanie. Może Was zainspiruje. ^^ Hahah. ;D Miłego czytania. ;)
Poznaliśmy się w sposób naturalny. Nie przez portal typu "eDarling", nie przez "randkę w ciemno", nie przez swatanie z kuzynem znajomego przyjaciółki siostry. Nie. Poznaliśmy się na uczelni.
Trafiliśmy do jednej klasy na politechnice poznańskiej. Okazało się, że mieszkamy w jednym mieście, stosunkowo niedaleko (jakieś 20 kilometrów) od siebie. Nieprawdopodobne, że jeszcze nigdy się nie spotkaliśmy (pomijając fakt, że Poznań to kilkusettysięczne miasto), czyż nie?
Byliśmy razem na wydziale biol-chem, kierunek - neurochirurgia. Ja i krojenie ludzi - sama się sobie dziwię, że jednak zdecydowałam się na te studia. Ale nie żałuję z dwóch powodów. Pierwszy - ten fach mnie naprawdę pociąga i jestem wdzięczna wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że jestem już na trzecim roku, pomimo wcześniejszych dylematów. A drugim powodem jest ON.
Ten, przy którym jestem tak naturalna i szczera, jak przy nikim innym (nawet przy same sobie). Ten, którego uśmiech powoduje pojawienie się mojego. Ten, w którego oczach widzę całą jego duszę i swoje odbicie. Ten, który pokochał mnie. Ten, którego pokochałam ja.
Nie jest on żadną sławną gwiazdą ani rozchwytywanym milionerem. Podobnie jak ja, pochodzi ze zwykłej rodziny, której nazwisko reprezentuje bez jakichkolwiek zobowiązań. Jest człowiekiem, który zna i radość, i smutek. Jest po prostu prawdziwym człowiekiem.
Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia.... Hahah... A przynajmniej nie z mojej strony. Więc jak to właściwie się zaczęło?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz